Walczę. Ciągle walczę. Z nazbyt ciężką zbroją, która mi ciąży.
Zbyt ciężka ma tarcza wiary, hełmu zbawienia już utrzymać nie mogę.
Miecz Ducha? Opuszczony nisko.
Moje biodra półprawdami przepasane.
Już nie mam siły walczyć.
Czy rzucić tą tarczę?
Ściągnąć hełm?
Odrzucić miecz?
Wokół pociski złego.
Smutek i samotność krążą dookoła.
Świat chce mnie pożreć.
Paszcza lwa jest blisko.
Uciec nie dam rady - jest ich nazbyt wiele.
Nie dam rady po prostu uciec przed światem. Muszę się bronić, by świat mnie nie wchłonął.
Ostatkiem sił podnoszę tarczę wiary.
Oh! Jaka ona ciężka!
Ołowiana chyba!
Lecz potrafi zatrzymać rozżarzony pocisk Złego.
Niech powiew Ducha umocni zmęczone i obolałe ciało, niech rozpali serce, wleje nadzieję.Odpocznij, mimo posuchy. Nadejdzie siła.
OdpowiedzUsuńDziękuję Madziu!
OdpowiedzUsuńCzęsto też tak się czuję...